Mówili, że będzie brudno, mówili, że będzie nudno,
że mało bezpiecznie i, że dłużej niż weekend to niekoniecznie.

 

Z założenia nie reaguję na tego typu słowne zaczepki i robię swoje ale z drugiej strony jeżeli ktoś był i widział to chyba wie co mówi. Z trzeciej jeszcze strony, za każdym razem łapie się na tym, że jednak biorę do siebie takie rady i daję się wrobić w różnego rodzaju uprzedzenia.
Od kiedy pamiętam a w zasadzie to od kiedy uruchomiono bezpośrednie połączenia lotnicze pomiędzy Warszawą a Neapolem bilety na tej trasie zawsze były tanie.. Kiedy bym nie sprawdził, bilet w obie strony można było nabyć za mniej więcej 300 zł.
Tak, wiem, że można znacznie taniej ale come on, to prawie drugi koniec Europy więc i 300 zł jest do przełknięcia.
Tak czy inaczej jest to mocno podejrzana sytuacja.
Wydawać by się mogło, że tak bardzo południowy kierunek cechuje się dużą sezonowością czyli, że im bliżej naszych letnich długich weekendów tym drożej a tutaj nie, wieczny constans.
Absolutnie nie narzekam, wręcz przeciwnie, oby więcej takich miejsc!

Pojechałem w piątek, wróciłem w poniedziałek.

Jak się później okazało, błędnie założyłem, że w samym Neapolu nie będzie wystarczająco wielu interesujących rzeczy do zrobienia i całą niedzielę zaplanowaliśmy pod miastem.

ALE PO KOLEI!

Ehh, kiedy ja się w końcu nauczę samodyscypliny….!?
Wylądowaliśmy w Neapolu.
Był to jeden z przyjemniejszych lotów w ogóle, przy okazji mój pierwszy nowiutkim A321. Lotnisko znajduje się praktycznie w samym mieście, do centrum dojechać można miejskim autobusem. Bilet w jedna stronę kosztuje 4 euro, sama podróż powinna trwać około 20 minut ale, że był to piątek ok. 17, jechaliśmy blisko godzinę.

Mój niezawodny kompan podróży, w zasadzie to ona, kompanka, aplikacja maps.me, zaprowadziła nas pod wpisany adres.
Na miejscu mieliśmy się spotkać z wysłannikiem naszego landlorda, Elvisem.

Klucząc wąskimi uliczkami, pomiędzy zaparkowanymi samochodami, poniżej dziesiątek sznurów suszących się gaci, trafiliśmy w samo,
dosyć mocno nadszarpnięte bardzo ostrym zębem czasu, serce Neapolu.

Z Elvisem załatwiliśmy co trzeba, wskazał co miał i tyle go widzieliśmy.
Od razu wyszliśmy na tak zwane miasto. Trochę idąc za tłumem, trochę kierując się nosem i wewnętrznymi przeczuciami trafiliśmy do małej, bezimiennej, w nowoczesnym świecie kulinariów należałoby rzec, ‘autorskiej’ pizzerii. Powiedzmy, że pizzeria owa była, brzydko mówiąc, pierwszą lepszą.

Śmiało i bez wewnętrznego poczucia winy mogę ją tak nazwać bo w sumie każda wyglądała na idealną.
5 stolików na krzyż, niebiesko białe obrusy w kratę, ogromny piec i ten zapach! Pizza kosztowała od 3,5 euro, za sztukę… Niech mi ktoś pokaże takie miejsce w przysłowiowej Warszawie ?! No nie ma…

Zjedliśmy, wypiliśmy, idziemy dalej, tylko gdzie?

Kilka dni wcześniej, zupełnym przypadkiem, zgadaliśmy się z naszymi przyjaciółmi, że też będą w Neapolu i, to akurat wtedy kiedy my więc plan na wieczór już mieliśmy.
Tomasz odpalił swoją tripadvisorową aplikację i tym sposobem trafiliśmy do najlepszego miejsca w mieście- bardzo taniej i klimatycznej spritzerowni Cammarota Spritz.

Było to jedno z najlepszych miejsc jakie kiedykolwiek odwiedziłem. Mnóstwo ludzi, niesamowicie charyzmatyczny właściciel, latające ponad głowami korki od wciąż to otwieranych butelek musującego wina, Spritzer za 1 E… SZAŁ!

Noc była młoda, tak młoda, że skończyć się nie chciała….

Sobota przywitała nas bezchmurnym niebem.
Poranek łatwy nie był ale ogarnęliśmy się tak szybko jak tylko było to wtedy możliwe i poszliśmy zwiedzać. Faktem jest, że Neapol nie ma swojej Krzywej wieży, Koloseum czy Duomo.
Neapol jest taką trochę czarną owcą całych Włoch, przynajmniej taki ma PR.

Dla mnie Neapol jest prawdziwy!
Neapol to chaos na ulicach, obdrapane kamienice, rozwieszone ponad ulicami sznury suszących się gaci. Neapol to głośni Włosi, niesamowite jedzenie, pyszna kawa i słońce. Neapol to morze i niepowtarzalny klimat!
Neapol to pyszne lody i wciąż dymiący Wezuwiusz. Neapol to zachód słońca w Sorrento. Neapol to też Pompeje. Neapol jest przepiękny, tani i dostępny jak nigdy wcześniej.

#t4yl

 

03.10.2017

TEL AWIW WELCOME TO!

02.10.2017

TEL AWIW-JAFA, IZRAEL, A.D. 5 777.

29.08.2017

Polska… W tej bałtyckiej niepogodzie jest co najmniej jeden pozytyw.

28.06.2017

Włochy, Neapol… Będąc w Neapolu wybrałem właściwie!

01.06.2017

Włochy, Rzym… Moje TOP10 czegokolwiek zachowam dla siebie…

26.04.2017

Hiszpania, Majorka… Spakowaliśmy naszą Pandę i ruszyliśmy w drogę.

24.04.2017

Hiszpania, Majorka… Pierwszym przystankiem, naturalnie była Palma.

16.03.2017

Urugwaj, Montevideo… Montevideo to bardzo dobry pomysł na pierwsze spotkanie z Ameryką Południową.

21.02.2017

Urugwaj, Montevideo… Jesteśmy w Urugwaju!

×