Podróżowanie to dokonywanie wyborów.

Będąc w danym miejscu musimy wykonać tę powinność, jesteśmy zobowiązani do wybrania pomiędzy różnymi miejscami, które oferuje nam dany region (który też musieliśmy uprzednio wybrać). Dokonując właściwych dla nas w danym momencie wyborów kierujemy się bliżej nieokreślonymi bodźcami. Wracając do domu, jesteśmy z siebie dumni lub też plujemy sobie w brodę, że coś mogło by okazać  się lepszą opcją aniżeli ta, którą wybraliśmy. Różnie wychodzi.

Będąc w Neapolu wybrałem właściwie!

Niedziela to nasz dzień „pod miastem”. Niedziela to pobudka skoro świt i poranny bieg na pociąg. Musieliśmy na niego zdążyć! Założyliśmy sobie bardzo ambitny plan na ten dzień. Żeby zachować właściwą kolej wydarzeń, najpierw odwiedziliśmy Pompeje czyli ofiarę, następnie Wezuwiusz czyli sprawcę całego zamieszania.

Pompeje.

 

 

To niesamowite, że takie legendarne miejsca, które funkcjonują gdzieś głęboko w naszej świadomości istnieją naprawdę, mając swoje stacje kolejowe, perony, kasy i chcąc się tam dostać po prostu kupujesz bilet w okienku, mówiąc poproszę bilet do Pompejów…
Wysiedliśmy na właściwej stacji, minęliśmy grupkę Panów oferujących usługi transportowe na trasie „do strefy zabytków”, nie warto skorzystać ponieważ to przysłowiowy rzut beretem i 3 euraki zostają w kieszeni.

Współczesne Pompeje to takie niczym nie wyróżniające się małe miasteczko z przeciętnej urody kościołem na środku.
Bez większego problemu trafiliśmy do interesującego nas miejsca zwiedzania, po prostu trzeba iść za ludźmi ponieważ wszyscy przyjeżdżają tutaj w jednym celu.
Warto wydać kilka euro więcej i kupić bilet online, nie tracimy czasu na czekanie w kolejce do wejścia do zamkniętej strefy zwiedzania.
My niestety musieliśmy odstać swoje.
Starożytne Pompeje są takim miejscem o którym trudno napisać w taki sposób aby oddać panującą w tym miejscu atmosferę.

Jest to miejsce, ruiny całego miasta, które umarło w jeden wieczór.

Nie wszędzie wypada zrobić zdjęcie, nie sposób wyobrazić sobie rozmiar tej tragedii. Doskonale zachowane, zadziwia poziomem zaawansowania myśli technologicznej sprzed dwóch tysięcy lat. Niesamowite. To miejsce przypomina wciąż, jak bardzo mali jesteśmy względem Matki Natury.

Będąc w Pompejach właśnie tego dnia, mieliśmy największe szczęście na świecie ponieważ był to ostatni dzień plenerowej wystawy rzeźb Igora Mitoraja.

Nie mam żadnych wątpliwości, że te monumentalne dzieła sztuki powinny zostać w Pompejach na stałe.
Po około trzech godzinach ruszyliśmy dalej.

Nigdy nie sądziłem, że to przyznam ale w tym przypadku Włosi okazali się nad wyraz zorganizowanym narodem.
Tuż po wyjściu z terenu zwiedzania, trafiliśmy do małego dworca kolejowego, w którym znajduje się jeszcze mniejsze biuro podróży, które oferuje coś naprawdę dużego!

Wezuwiusz.

Pełen pakiet wycieczkowy na Wezuwiusz co w naszym przypadku okazało się doskonałym rozwiązaniem.
Koszt tego luksusowego rozwiązania to 22 Euro.
Wsiedliśmy do rozklekotanego starego Ikarusa, jedziemy nim ok. 40 minut po to aby u podnóży Wezuwiusza wsiąść w ogromnego jeepa, która zawiezie nas prawie na sam szczyt. Zatrzymaliśmy się na parkingu, z którego, wyznaczoną ścieżką należy dojść (ok. 20 minut) na górę.


Przeciwległym, pewnie znacznie lepszym krajobrazowo, rozwiązaniem jest całodniowa piesza wycieczka zboczem wulkanu w obie strony. Ja niestety jak zwykle miałem za mało czasu na wszystko więc wybrałem szybsze rozwiązanie.
Szczerze napisawszy, sądziłem, że krater wulkanu, jakby nie było, wciąż czynnego wulkanu zrobi na mnie większe wrażenie. Co prawda nie zakładałem, że sfotografuje się na tle przelewającego się buzującą lawą krateru ale mimo wszystko….

Widok z góry na całą Zatokę Neapolitańska, sam Neapol i pobliskie wyspy NIEZIEMSKI!

Ale mimo wszystko, Wezuwiusz wciąż dymi! Nieustająco, mała smużka dymu wydobywa się z wewnętrznej ściany krateru. Zobaczyć na własne oczy dymiący wulkan to jest coś. Po godzinie zjeżdżamy do bazy.

Sorrento.

Tego dnia nie mogliśmy oczywiście mieć pustych przebiegów więc pojechaliśmy jeszcze do Sorrento. Sorrento to nieformalna stolica wybrzeża Amalfitańskiego.
Był wtedy zachód słońca, tak zwana magic hour. Widok z portu na położone powyżej miasto jest niesamowity ale dla mnie jest to zdecydowanie zbyt turystyczne miejsce. Kropka.
Nie powiem, że żałuję bo jestem przekonany o tym, że wszystkie miejsca na Ziemi warto zobaczyć ale żebym też jakoś bardzo polecał to nie wiem. Do Neapolu chcieliśmy wrócić statkiem ale była niedziela, skromny rozkład jazdy i niestety nie załapaliśmy się na ostatni rejs.

Wróciliśmy za to zepsutą kolejką podmiejską, dotarliśmy do domu przed północą i padliśmy jak muchy. To był bardzo intensywny dzień.
W poniedziałek wróciliśmy do domu. Następnym razem, kiedy będę w Neapolu, oprócz obowiązkowej wizyty w mojej ulubionej szprycerowni pojadę na Capri!

#t4yl

 

03.10.2017

TEL AWIW WELCOME TO!

02.10.2017

TEL AWIW-JAFA, IZRAEL, A.D. 5 777.

29.08.2017

Polska… W tej bałtyckiej niepogodzie jest co najmniej jeden pozytyw.

26.06.2017

Włochy, Neapol… Noc była młoda, tak młoda, że skończyć się nie chciała….

01.06.2017

Włochy, Rzym… Moje TOP10 czegokolwiek zachowam dla siebie…

26.04.2017

Hiszpania, Majorka… Spakowaliśmy naszą Pandę i ruszyliśmy w drogę.

24.04.2017

Hiszpania, Majorka… Pierwszym przystankiem, naturalnie była Palma.

16.03.2017

Urugwaj, Montevideo… Montevideo to bardzo dobry pomysł na pierwsze spotkanie z Ameryką Południową.

21.02.2017

Urugwaj, Montevideo… Jesteśmy w Urugwaju!

×