Wracając do Monte…

Z mojego podróżniczego doświadczenia wiem, że taki freetour może wiele nauczyć.
Oczywiście wszystko zależy od przewodnika, na którego trafisz w danym mieście. Nasz przewodnik może być super gościem albo fajną babeczką, pajacem (oczywiście nie w negatywnym tego słowa znaczeniu), niewiele wiedzieć albo po prostu być takim sobie.
Nasz Pan był kimś pomiędzy. Pomiędzy kim a kim? Nie powiem.
Nie mieliśmy innego wyjścia, musieliśmy mu zaufać i wysłuchać tego co ma nam do powiedzenia.

Spotkaliśmy się przed południem na Placu Niepodległości, grupa liczyła kilkadziesiąt osób (zaskakująco duża liczba jak na styczniowy (?!) czwartek). Bardzo sprawnie zostaliśmy podzieleni na hiszpańsko i anglojęzyczną grupę. Tutaj powinienem zaznaczyć, że w Ameryce Południowej bez hiszpańskiego jak bez ręki i nogi! Ale o tym przekonamy się dopiero za kilka dni kiedy będziemy w Chile.
W każdym razie…
Plac Niepodległości jest głównym placem miejskim w Montevideo, gdzie znajduje się siedziba prezydenta czy Palacio Salvo- niegdyś najwyższy budynek Ameryki Południowej.
Vamos!

Montevideo - Ciudad Vieja

Pierwszym przystankiem naszej wycieczki był Plac Konstytucji.

Idealnie zacieniony, pełen kolorowych straganów gdzie możesz kupić niemalże wszystko co związane z lokalnym rękodziełem. Mamy krótką przerwę, chwila na skorzystanie z Makdonalda, można uzupełnić zapas wody
(w Urugwaju śmiało pijemy kranówkę, np. z ulicznego kranu).
Okrążyłem plac kilka razy, rzuciłem okiem co sprzedają. Nie jestem fanem oglądania straganowych pierdół więc usiadłem na ławce. Na samym środku placu znajduje się piękna fontanna. Straganów nie lubię ale fontanny to już zupełnie inna bajka, mogę tak sobie siedzieć, wpatrywać się w nie i słuchać szumu spadającej wody,
czasem jeszcze o czymś pomyślę. W tle uliczny grajek śpiewał/ grał moją ulubioną piosenkę Coldplay. Wtedy pomyślałem sobie, mają mnie!
Lubię to miasto!

Idziemy dalej, w stronę portu.

Ulice pełne sklepów, z każdą godziną coraz większy tłok. Nie wiem co takiego, mają w sobie te dzielnice portowe, że gdziekolwiek jestem i kogo bym nie zapytał, przyznaje, że to raczej mniej bezpieczna część miasta a po zmroku to już w ogóle lepiej tam nie zaglądać.
Zatrzymujemy się przy Narodowym Banku Urugwaju, jest to jeden z najbardziej monumentalnych budynków w mieście. Ogromny, wszyscy zdołaliśmy się zmieścić w obrębie rzucanego przezeń cienia.
Z racji miejsca, w którym się znaleźliśmy, posłuchaliśmy trochę o ekonomii i bieżącej sytuacji w kraju. Bazując na przekazanych nam informacjach (można się oczywiście z nim zgadzać albo i nie), bardzo interesującym wydaje się fakt, że w Uru uważa się, iż wciąż rosnąca inflacja jest spowodowana tym, że Urugwajczycy ‚z założenia’ nie używają kart płatniczych, wszędzie tylko gotówka. Hmhm, moim zdaniem inflacja bierze się skądś indziej ale nie śmiałem się wychylać, w końcu byliśmy na jego terenie.
Faktem jest, że całkiem sporo restauracji i barów oferuje rabaty, aż do 30% off przy płatności kartą.
Wydaje mi się, że Urugwajczycy nie tyle, że nie ufają plastikowym pieniądzom ale nie chcą płacić w ogóle i trochę trudno im się do tego przyznać.

Montevideo to bardzo dobry pomysł na pierwsze spotkanie z Ameryką Południową.

Najciekawszym dla mnie i jednocześnie ostatnim punktem wycieczki było miejsce zwane Mercado del Puerto. Jest to hala targowa z jedzeniem jakiej pragnę w Warszawie. Mieszanina różnych smaków i zapachów, mnóstwo ludzi, kilkadziesiąt, różnego rodzaju barów, knajp i restauracji. Jestem przekonany, że każdy znajdzie tam coś dla siebie, ceny różne. Dla oszczędnych backpakersów są stoiska z empanadami. Koszt takiej delicji to, w zależności od stoiska od 50 do 70 pesosów urugwajskich czyli jakieś 7-10 zł (10 peso urugwajskich to w zaokrągleniu 1,5 zł). Niestety Montevideo jest stosunkowo drogim miastem. Za równowartość takiej przekąski w Urugwaju, w Azji można zjeść całkiem niezły obiad ale przecież, nie samą Azją, człowiek żyje. Wybór jest ogromny, są opcje tańsze, są opcje droższe, dla każdego coś dobrego. Napić też się można!

Idziemy dalej, nad ocean.

Zaczęła się siesta, miasto opustoszało. Spoczęliśmy na najbliższym znalezionym kawałku plaży. To dopiero nasz pierwszy dzień więc wiele nam nie trzeba.
Wróciliśmy do hostelu gdzie czekał nas, inauguracyjny całą AmPudię, grill. Wschód słońca przywitaliśmy zupełnie już zintegrowani ze wszystkimi mieszkańcami naszego hostelu. To był długi i męczący dzień.
Montevideo to bardzo dobry pomysł na pierwsze spotkanie z Ameryką Południową.
I co najważniejsze!

Jeśli tylko zechcecie być Urugwajczykiem, nic prostszego- wystarczy zgłosić się do odpowiedniej instytucji, wypełnić należyty formularz, zapłacić 6 dolarów i voila.

#t4yl

03.10.2017

TEL AWIW WELCOME TO!

02.10.2017

TEL AWIW-JAFA, IZRAEL, A.D. 5 777.

29.08.2017

Polska… W tej bałtyckiej niepogodzie jest co najmniej jeden pozytyw.

28.06.2017

Włochy, Neapol… Będąc w Neapolu wybrałem właściwie!

26.06.2017

Włochy, Neapol… Noc była młoda, tak młoda, że skończyć się nie chciała….

01.06.2017

Włochy, Rzym… Moje TOP10 czegokolwiek zachowam dla siebie…

26.04.2017

Hiszpania, Majorka… Spakowaliśmy naszą Pandę i ruszyliśmy w drogę.

24.04.2017

Hiszpania, Majorka… Pierwszym przystankiem, naturalnie była Palma.

21.02.2017

Urugwaj, Montevideo… Jesteśmy w Urugwaju!

×