Warto zaliczyć to piekło!

Mądrzejszy już o jedną podróż do Azji (bo każdy drugi raz jest lepszy od pierwszego), tym razem postanowiłem wydać trochę więcej na bilet lotniczy i oszczędzić sobie kilku/nasto godzinnej przerwy na bliskowschodnim lotnisku.

Startujemy z Okęcia.

Przesiadka rach-ciach, dwie godzinki i następnego dnia rano jesteśmy już na Sri Lance.
Moje pierwsze wrażenie?
Pomyślałem, że super bo jeszcze wczoraj trząsłem się z zimna w Warszawie a dzisiaj jest 30 stopni, bezchmurne niebo a ja w krótkim rękawie. Czego więcej mi potrzeba ?!
Bardzo szybko zapomniałem o tym styczniu i przestawiłem się na lato.

Święto Trzech Króli spędziłem w letniej krasie, zwiedzając stolicę Sri Lanki.

Po samym Kolombo nie spodziewałem się niczego spektakularnego- w końcu nie przyjechaliśmy tutaj po to żeby zwiedzać miasta, wręcz przeciwnie. Spędziliśmy tutaj całe 3 dni- nie za dużo nie za mało, akurat w sam raz i z perspektywy czasu wiem, że dobrze zrobiliśmy bo to właśnie tutaj, siedząc w rozgrzanym i wypchanym do granic możliwości lokalnym autobusie pomyślałem sobie, że jeżeli kiedykolwiek coś napiszę o tej podróży, tekst zostanie nazwany „Warto zaliczyć to piekło”. Tak też zrobiłem.

To „piekło” miało wtedy kilka wymiarów, raz, że gorąco (grube trzydzieści plus), dwa, że podobno lankijskie jedzenie jest jednym z najostrzejszych na świecie (o tym przekonam się dopiero za kilkanaście dni) no i generalnie miejskiemu dworcowi autobusowemu bliżej jednak do piekła aniżeli nieba, jak już w tego typu nazewnictwo się zapuszczam.

Centrum Kolombo - Sri Lanka

 

Napiszę tak;
w Kolombo warto zregenerować siły po podróży, odwiedzić ponadstuletni meczet Dżami-ul- Alfar, park z owocożernymi nietoperzami i czym prędzej rusząć dalej…

Mam 3 rady:

1. Uzbrój się w cierpliwość!
2. Wynajmij busa!
3. Bądź uprzejmy i nie daj się oskubać!

Kolombo mamy już odfajkowane.
Pewnie jak wszędzie, tutaj tym bardziej nie należy patrzeć na cały kraj przez pryzmat stolicy, jaka by ona nie była.
Ruszamy dalej, w głąb lądu.

Teraz zaczyna się prawdziwa Sri Lanka.

Jak przed każdą większą podróżą w nieznane przeczytaliśmy prawie cały internet, różne fora, blogi, przewodniki, tripadvisory, bookingi i inne.
Ja jak to ja, przede wszystkim kieruję się zasadą ograniczonego zaufania do osób udzielających mi różnego rodzaju porad, szczególnie jeśli chodzi o te związane z podróżowaniem- nie twierdzę, że zawsze mam rację ale ja wiem, że ja wiem lepiej!
Oczywiście później różnie wychodzi ale trudno, po wszystkim pamięta się dwa razy lepiej. Ale do brzegu… Chodzi mi o to, że jak gdzieś jadę to lubię spędzać czas najbardziej lokalnie jak to tylko możliwe; podróżuję jak miejscowi, jem tak jak oni, unikam prywatnych transportów, restauracji i różnych resortów.
Była nas piątka więc i ja musiałem pójść na pewne ustępstwa… W końcu co pięć głów to nie jedna.

Wszystkie przeczytane wcześniej informacje na temat tego, że średnia prędkość przemieszczania się na Sri Lance wynosi 30 w porywach do 40 km/h i pomysł wynajęcia prywatnego busa z kierowcą, który nas wszędzie wygodnie zawiezie od razu wydały mi się zbędne i sprzeczne z moim wewnętrznym kodeksem podróżniczym. Aleee jak już wspomniałem, trzeba było ustąpić.
Przynajmniej zrezygnowaliśmy z klimatyzacji i wzięliśmy najtańszą opcję busową  z możliwych…

Proszę Państwa, nie mogłem bardziej się mylić- taki kierowca z takim busem to prawdziwy skarb!
Pan kierowca był zarazem naszym Panem przewodnikiem i dzięki niemu widzieliśmy rzeczy, o których nie mogliśmy przeczytać w żadnym z wcześniej wspomnianych internetowych mediów.

I owszem, po Sri Lance poruszamy się ze średnią prędkością 30 w porywach do 40 kilometrów na godzinę…

Każda podróż to kwestia ciężkich wyborów. Zawsze trzeba z czegoś zrezygnować, po to aby zobaczyć inne miejsca. Ciężko nam było podjąć te decyzje. Tyle rzeczy do zobaczenia, tak mało czasu na wszystko, musieliśmy wybrać najbardziej dla nas optymalną trasę.

Oto i nasza trasa:
Kolombo
Anuradhapura
Dambulla
Lwia skała
Polonnaruwa
Kandy
Ella
Haputale- Wzgórze Pana Liptona
Adam’s Peak
Tangalla
Park narodowy Udawalawe
Mirrisa
Negombo

Spędziliśmy cały tydzień w busie, przejechaliśmy ponad 1 200 km, coś pięknego!
Nigdy nie zapomnę tej podróży!

03.10.2017

TEL AWIW WELCOME TO!

02.10.2017

TEL AWIW-JAFA, IZRAEL, A.D. 5 777.

29.08.2017

Polska… W tej bałtyckiej niepogodzie jest co najmniej jeden pozytyw.

28.06.2017

Włochy, Neapol… Będąc w Neapolu wybrałem właściwie!

26.06.2017

Włochy, Neapol… Noc była młoda, tak młoda, że skończyć się nie chciała….

01.06.2017

Włochy, Rzym… Moje TOP10 czegokolwiek zachowam dla siebie…

26.04.2017

Hiszpania, Majorka… Spakowaliśmy naszą Pandę i ruszyliśmy w drogę.

24.04.2017

Hiszpania, Majorka… Pierwszym przystankiem, naturalnie była Palma.

16.03.2017

Urugwaj, Montevideo… Montevideo to bardzo dobry pomysł na pierwsze spotkanie z Ameryką Południową.

21.02.2017

Urugwaj, Montevideo… Jesteśmy w Urugwaju!

×