Jedziemy busem przez Sri Lankę.

Anuradhapura i Polonnaruwa to zabytkowe miasta z całymi kwartałami ruin i doskonale zachowanymi świątyniami. Niektóre z nich sięgają II wieku n.e. Późno odkryte przez brytyjskich kolonizatorów, trudno dostępne. Są puste, jeszcze niepopularne wśród turystów.

Przy odrobinie szczęścia można trafić na odrobinę mgły co przenosi nas w zupełnie inny wymiar.

Jedyną rzeczą, która skutecznie może odstraszyć low costowego turystę to cena wstępu- po 30$.
To bardzo dużo jak na lokalne warunki ale warto!
Z czystym sumieniem można wybrać tylko jedno z tych miejsc ale jak już się leci niemalże na drugi koniec świata to warto się pofatygować do obu.
Dambulla to zjawiskowa, wykuta w skale świątynia do, której jedyna droga prowadzi wykutymi w tej samej skale stromymi schodami. Sama świątynia jak i widok ze szczytu góry są spektakularne!
Niełatwą drogę na szczyt pokonujemy w towarzystwie najlepszych na świecie Makaków!
Standardowo, trzeba pilnować swoich rzeczy, jedzenia w szczególności.

Lwia skała

to najbardziej znana atrakcja turystyczna na wyspie, kolejnych trzydzieści dolarów.
Na szczęście, znany już Wam, nasz Pan przewodnik doskonale znał okolicę i zawiózł nas na równolegle położoną, równie wysoką skałę. Jedyna różnica pomiędzy nimi polegała na tym, że za wejście na górę zapłaciliśmy po 2 $, na górze nie było żadnych ruin ale po drodze spotkaliśmy 5 a nie 5 tysięcy osób. Ruin klasztorów i świątyń mieliśmy chwilowo dosyć.
Dodatkowo mieliśmy piękny widok na całą lwią skałę.

Kandy to duchowa i kulturalna stolica nie tylko środkowej prowincji ale i całej Sri Lanki. Niestety spędziliśmy tutaj tylko jedno popołudnie. Miasto wydawało się być zupełnie innym niż Kolombo, bardziej przyjaznym, po prostu innym. Szkoda, że nie zostaliśmy tutaj dłużej.
Pod miastem znajduje się świetny ogród botaniczny, setki różnego rodzaju roślin, kwiatów, drzew, most linowy zawieszony nad kanałem pełnym pływających gadów…

Nuwara Eliya jest najbrzydszym miejscem jakie kiedykolwiek widziałem

Ravana Ella Falls - Sri Lanka

Szczęśliwie dla nas i wbrew części przeczytanych opinii zatrzymaliśmy się w pobliskiej, znacznie mniejszej Elli.
W samym miasteczku nie ma nic ciekawego, w zasadzie to oprócz kilku powiedzmy, że zeuropeizowanych knajpek i restauracji naprawdę nic tam nie ma.
Ella to bardzo dobre miejsce na (uwaga! Tutaj moja ulubiona fraza) bazę wypadową do pobliskich atrakcji czyli tego co Sri Lanka ma najlepsze.

Herbaciane wzgórza, tropikalne lasy, piękne góry, wodospady, górskie rzeki i strumienie.

Słynna linia kolejowa, którą jedziemy równie szybko co busem. Żółwim tempem mijamy kolejne wiadukty łukowe, zapuszczone perony, stacje kolejowe i kobiety niosące na plecach worki wypchane liśćmi herbaty. Tory kolejowe pełnią tutaj również funkcje chodnika. Podróżujemy trzecią klasą, co rusz jakiś karaluch wysunie wąsy spod ramy okna. Pociąg zatrzymuje się w samym środku tropikalnego lasu po to aby konduktor zebrał paczki od zgromadzonych mężczyzn. Nagle wjeżdżamy do długiego tunelu, napędzany węglem pociąg (na Sri Lance kolej nie jest zelektryfikowana) szczelnie wypełnia się dymem, na szczęście dla nas pociąg nie miał okien, tzn. miał ale jedne się nie zamykały a drugie też były popsute. W kilka godzin przejechaliśmy około 40/50 kilometrów.

Adam’s Peak aka Sri Pada

Zawsze, że tak powiem wolałem morze niż góry ale znowu musiałem pójść na jakieś ustępstwo, poza tym jak wszyscy idą to ja też! Szczyt Adama to święta góra Lankijczyków. Jedyne 2 243 m n.p.m. Aby lokalnej tradycji stało się zadość, aby zobaczyć wschód słońca z samego szczytu, musimy wstać o 2 w nocy.

Po 3,5 godzinnym marszu, kilku rezygnacjach w trakcie i przeklęciu wszystkich siedmiu światów dotarłem na górę!

Nie powiem, duży udział w tym sukcesie mieli mijający mnie buddyjscy emeryci – dorównanie ich tempu, to była moja motywacja. Środek lata zamienił się w środek zimy, na szczęście spodziewaliśmy się tego więc wszystkie zimowe akcesoria mieliśmy w plecakach. Kto nie do końca przewidział sytuacje, u podnóży Adama można zaopatrzyć się w zimowe czapki i szaliki.
Siedzieliśmy tam na szczycie, skuleni w kupie bo tak cieplej, słuchaliśmy dźwięków buddyjskiej mantry. Wschód słońca, którego byliśmy świadkami był jedną z najpiękniejszych rzeczy jaką kiedykolwiek widziałem, od razu przeszły wszystkie złości i bóle- zupełnie magiczna sytuacja!

Południowe wybrzeże to już prawdziwy raj na ziemi! Po niemalże dwutygodniowym byciu w ciągłej podróży, należy nam się chwila relaksu. Boskie plaże, bezchmurne niebo, palmy i ciepły Ocean Indyjski.
Tak jak przypuszczałem dosyć szybko zaczęło mi się nudzić i Tangallę również potraktowałem jako swego rodzaju bazę wypadową.

Pojechaliśmy do Parku Narodowego Udawalawe.

Super przygoda- mini safari ze stadami słoni na wyciągnięcie ręki. Z pobliskiej Mirrisy można wybrać się na kilkugodzinny rejs po oceanie w poszukiwaniu Wielorybów- okej, widzieliśmy je, częściowo, raz kawałek ogona, raz kawałek płetwy. Nawet jeśli nie byliśmy pewni czy to grzbiet fali czy faktycznie Wieloryb, rozentuzjazmowany tłum Azjatów alarmował nas o wszystkim, wydobywając ze swoich gardeł najwyższe możliwe dźwięki.

Niestety wszystko co dobre, szybko się kończy i czas wracać do domu.
Z Tangalii jedziemy już zupełnie turystycznym autokarem, w górę, świeżo wybudowaną autostradą, do Negombo. Negombo leży tuż obok Kolombo, taka mała mieścina w której nic ma, stąd jest bliżej na lotnisko i ludzi dużo mniej.
Wylatujemy o 2.30 w nocy, dzięki magicznej zmianie czasu następnego ranka jesteśmy już w Warszawie.
Jest koniec stycznia, lekki mróz, zimy ciąg dalszy.
Nam pozostały wspomnienia i niesamowite zdjęcia, które dogrzewały nas aż do samego lata.
Zapraszam do galerii #nofilter

P.S.
Warto się spieszyć i odwiedzić ten niezwykły kraj póki nie jest jeszcze popularny wśród turystów.
W razie potrzeby służę pomocą; bartek@travel4yourlife.com

03.10.2017

TEL AWIW WELCOME TO!

02.10.2017

TEL AWIW-JAFA, IZRAEL, A.D. 5 777.

29.08.2017

Polska… W tej bałtyckiej niepogodzie jest co najmniej jeden pozytyw.

28.06.2017

Włochy, Neapol… Będąc w Neapolu wybrałem właściwie!

26.06.2017

Włochy, Neapol… Noc była młoda, tak młoda, że skończyć się nie chciała….

01.06.2017

Włochy, Rzym… Moje TOP10 czegokolwiek zachowam dla siebie…

26.04.2017

Hiszpania, Majorka… Spakowaliśmy naszą Pandę i ruszyliśmy w drogę.

24.04.2017

Hiszpania, Majorka… Pierwszym przystankiem, naturalnie była Palma.

16.03.2017

Urugwaj, Montevideo… Montevideo to bardzo dobry pomysł na pierwsze spotkanie z Ameryką Południową.

21.02.2017

Urugwaj, Montevideo… Jesteśmy w Urugwaju!

×