Kluż-Napoka

Sobota rano,
pobudka, kawa, szybkie pakowanie.
Jakoś tak zawsze wychodzi, że dzień wcześniej nie mam na to czasu, nigdy!
Nie wiem dlaczego ☺
Szybka odprawa, kontrola bezpieczeństwa, zero kolejek.
Kawa nr 2.

Siedzę już w busie, który ma zawieźć nas do samolotu a tu pierwsza niespodzianka –
Wchodzą chłopacy z reprezentacji Polski w piłce ręcznej.
A że wielkim fanem tego sportu akurat nie jestem to nie wiedziałem, że w niedzielę jest bardzo ważny
mecz.
Tak, tak, okazało się, że lecimy razem. Ten wyjazd zapowiada się super wow pomyślałem.

Był to mój pierwszy raz turbośmigłowcem, lot był całkiem OK – nieco wolniej, niżej i ciszej niż zazwyczaj, ale
bezpiecznie, co najważniejsze.

Lądujemy w Klużu.
Szczerze napisawszy, nie przygotowywałem się jakoś specjalnie do tego wyjazdu –
cel był tylko jeden (o czym za chwilę ☺), a cała reszta przy okazji.
Poza tym mieszkaliśmy w studenckim hostelu, więc liczyłem na sugestie właścicieli tudzież stary dobry free
tour – w końcu to drugie największe miasto Rumunii.

Samo miasto okazało się całkiem przyjemne, chociaż zupełnie puste. Tym większe zdziwienie, że było
całkiem przyjemne sobotnie popołudnie a nawet i wieczór.
Przecież to jest wciąż to samo studenckie, drugie co do wielkości w tym kraju, miasto.
Szczęśliwie nasz hostel był zabookowany w 100% a współmieszkańcy okazali się, równie jak my, spragnieni
towarzystwa.

Następnego ranka było już tylko zupełnie inaczej niż planowaliśmy…

Zaspaliśmy na jeden BlaBlaCar,
drugi nie przyjechał,
zrobiło się południe a przed nami wciąż 300 km drogi.
Szczęśliwie zdążyliśmy na jedyny tego dnia pociąg, którego nie było w żadnym rozkładzie jazdy. Wbiegliśmy
do niego niekoniecznie zdając sobie sprawę, że wysiadamy dopiero za OSIEM GODZIN.
Na szczęście Pani w Warsie miała paluszkowe mixy z preclami i rybkami z makiem oraz piwo i wódeczkę ☺
Wtedy po raz pierwszy dotkliwie odczułem brak możliwości dokumentacji sytuacji bieżącej i oferty tegoż
wagonu restauracyjnego.

Stacja Braszów –
Dworzec jak dworzec, wielka galeria handlowa tuż obok, postój taksówek, cwany Pan taksówkarz, który
skasował mnie potrójnie – standard.
Marzyłem tylko o jedzeniu, o czymkolwiek do jedzenia, prysznicu i łóżku.
‘Warsowe’ podwójne siedzenia nie były najwygodniejszym na świecie miejscem do spania.
Sam Braszów (niegdyś Stalin) to ładnie zachowane średniowieczne miasto ale niestety, nie ten czas, poza
sezonem i ciągle pada…

Dzień nr 3 był tym właściwym dniem naszej wyprawy.
Wypoczęci, najedzeni, wykąpani. Idziemy na autobus, który ma nas zawieźć do BRAN.
W BRAN mieści się zamek, wyjątkowy zamek. Zamek, który za sprawą pewnego Pana – Wlada Palownika,
syna Pana Draculi, stał się legendą.
Sam Wlad, wampirem nie był, jego ojciec tym bardziej. Jego nazwisko- Dracula, dosłownie tłumacząc z
rumuńskiego oznacza diabła… a z syna diabła łatwiej już zrobić wampira a, że przy okazji był wyjątkowo
okrutny w swoim życiu, nie trudno o inspirację do stworzenia chyba najkrwawszej postaci w historii
popkultury.

W sumie to chyba cała sprawa ma lepszy PR poza granicami kraju a dobrej jakości tematyczne pamiątki
można kupić na lotnisku w Bukareszcie.
Na lotnisko w Bukareszcie trafiliśmy zupełnym przypadkiem.
Po prostu odwołali nam lot z Klużu do Warszawy i dokooptowali do krajowego lotu do Bukaresztu.
Tak też, niemalże rozpadającym się mini samolotem przelecieliśmy Karpaty i jak już wspomniałem, co
najważniejsze, bezpiecznie wylądowaliśmy w Bukareszcie.
Stamtąd już prosto do Warszawy.

Pocztówka, którą kupiłem żeby zeskanować i dołączyć do historii o wizycie w Transylwanii przepadła.
Chłopacy z reprezentacji też szczęścia nie mieli.

Bardzo długo zastanawiałem się co ja mam właściwie o tej Rumunii napisać.
Oczekiwań było wiele, bardzo wiele, a wyszło jak wyszło.
Na pewno ten wyjazd zapamiętam na bardzo długi czas ☺

#t4yl

03.10.2017

TEL AWIW WELCOME TO!

02.10.2017

TEL AWIW-JAFA, IZRAEL, A.D. 5 777.

29.08.2017

Polska… W tej bałtyckiej niepogodzie jest co najmniej jeden pozytyw.

28.06.2017

Włochy, Neapol… Będąc w Neapolu wybrałem właściwie!

26.06.2017

Włochy, Neapol… Noc była młoda, tak młoda, że skończyć się nie chciała….

01.06.2017

Włochy, Rzym… Moje TOP10 czegokolwiek zachowam dla siebie…

26.04.2017

Hiszpania, Majorka… Spakowaliśmy naszą Pandę i ruszyliśmy w drogę.

24.04.2017

Hiszpania, Majorka… Pierwszym przystankiem, naturalnie była Palma.

16.03.2017

Urugwaj, Montevideo… Montevideo to bardzo dobry pomysł na pierwsze spotkanie z Ameryką Południową.

21.02.2017

Urugwaj, Montevideo… Jesteśmy w Urugwaju!

×