Dawno, dawno temu…

Będąc bardzo daleko stąd a dokładnie, u podnóży Aconcaguy w północnej Argentynie, uświadomiłem sobie coś bardzo ważnego. Taka prosta prawda a jednak musiało trochę wody w rzece upłynąć. Oklepane ‘cudze chwalicie, swego nie znacie’ dotknęło mnie wtedy wyjątkowo mocno.Zdałem sobie sprawę z braków jakie w znajomości różnorakich zakątków Polski posiadam.
Jednocześnie, właśnie wtedy obiecałem sobie stopniowo zacząć je nadrabiać. Jest przecież jeszcze tyle nieodkrytych przeze mnie, miejsc w naszym kraju.
Wtedy właśnie postanowiłem, że nadchodzące wakacje spędzę w Polsce!
Jest koniec sierpnia, wakacje dogorywają… pogoda pod psem. Co dla mnie najważniejsze, obietnicy dotrzymałem.
Wiem, że raczej nie uda mi się już nigdzie wyskoczyć więc spokojnie mogę usiąść i napisać co mi w głowie gra i buczy.

Początek lipca to już tradycyjnie, przynajmniej przedłużony weekend nad Bałtykiem.

W tym czasie nad morze ściągają zewsząd dziesiątki tysięcy ludzi a bitwa o noclegi zaczyna się wiele miesięcy wcześniej. My postawiliśmy na Rewę i o uroczo brzmiącej nazwie, tak zwaną kwaterę prywatną. Postanowiłem, że nie będę rozwijał tematu najbardziej obleśnego miejsca w którym ostatnimi laty spałem bo przecież ma być miło i przyjemnie. Rewa jest OK, mała wioska rybacka bez wyróżniającego ją czymkolwiek, charakteru.
Co ważne! (warto to zaznaczyć) Rewa NIE jest jednym wielkim straganem z odpustowym badziewiem. Nie wiem czy to dlatego, że przez cały weekend padało i było + 15 stopni czy po prostu mieszkańcy dbają o ład przestrzenny tych kilku uliczek.
Mamy 2 sensowne knajpy, budkę z kawą, lodami i goframi, kiosk ze śledziem, sklep spożywczy i miejski autobus do Gdyni. Jest wszystko czego potrzebujemy.

W tej bałtyckiej niepogodzie jest co najmniej jeden pozytyw.

Bałtyk jest wtedy cholernie fotogeniczny więc nacykałem całkiem sporo fajnych zdjęć. Co więcej, taka aura przyciąga kajtowców. Jestem przekonany, że to jedna z nielicznych grup społecznych, która dzielnie i z uśmiechem na twarzach przyjmuje na swe klaty lodowate bałtyckie fale. Wiatr głowy urywa a Ci się cieszą jak małe dzieci i latają ponad wodą na swoich deskach z żaglem. Ci więksi, Ci mniejsi, wszyscy razem. Fajnie się przygląda ich podniebnym akrobacjom.

 

 

Zupełnie wyjątkowym miejscem jest cypel rewski. Cypel rewski to taki skrawek lądu, którym możesz iść przed siebie tych kilkadziesiąt metrów aż dojdziemy do punktu zwrotnego gdzie należy podjąć decyzję, czy idziemy dalej wprost w morską awanturę czy zawijamy żagle i wracamy na „suchy” ląd.
To chyba w tym miejscu zaczyna się marsz śledzia ??

W niedzielę, dosyć niespodziewanie wyszedł kawałek słońca. Niestety, skorzystać z niego dane nam nie było ponieważ musieliśmy wracać już do domów.
Plus w tym wszystkim taki, że przynajmniej mogliśmy sobie, jak na prawdziwego Polaka przystało, ponarzekać.

W kolejnym tygodniu wakacji zadzwoniła Małgorzata.

Otrzymałem propozycję z cyklu tych nie do odrzucenia! Propozycją był nieokreślony konkretnymi datami przedłużony weekend w Beskidach.
(…)

Zrobiliśmy zapas żywności jakby świat mógł się skończyć w każdej chwili. Przecież mieliśmy tam spędzić całe 4 dni. Pierwszego wieczora odpaliliśmy długo wyczekiwanego grilla, zaczęło lać, temperatura spada do 12 stopni… para bije z ust, jest kalendarzowy środek lipca. Mimo wszelkich przeciwności natury, absolutnie nic nam nie przeszkodziło w swobodnym spędzaniu wspólnego czasu.
Sobota, dzień błota… trochę deszczu, chmury,  wiatr, deszcz i tak dalej.
Ale my nic sobie z tego nie robimy- idziemy w góry, w końcu przyjechaliśmy na weekend w góry! Za cel obraliśmy sobie Górę Żar. Centralny punkt okolicy okazał się jej, pisząc wprost najbrzydszym elementem. W odróżnieniu od pozytywnego zaskoczenia nad morzem, góry miały się czym pochwalić, oj miały!
Drewniane budo- stoiska ze sflaczałymi grillowanymi oscypkami, parasole z piwem, jakieś dziwne pamiątkowe gadżety, cuchnące z daleka starym olejem kurczak burgery i sieciowa pizzeria na środku. W menu grzaniec… W lipcu..
Wszystko w najbardziej tandetnym wydaniu jakie istnieje. Bez ładu i składu. Najgorzej. Zupełnie kurortowo. Gdy tylko udało mi się stracić z pola widzenia wszystkie szyldy reklamowe przeplatane billboardami dostrzegłem roztaczający się z góry widok na Kotlinę Żywiecką.

Jak na dłoni widać Beskid Żywiecki, Śląski, Mały… wszystkie! Na chwilę udaje mi się zapomnieć o brzydki odpuście za plecami.

Sobotni wieczór był zupełnie kompatybilny temperaturowa z poprzednim aaacz nieco mniej wilgotny. Ku naszemu ogromnemu zaskoczeniu, niedziela obudziła nas słońcem. Po raz kolejny Sunday to faktycznie SUNday. Dopiero teraz zauważam te analogie… hmhmh.
Co to za czasy nastały, że człowiek w środku lipca dziwi się słońcu i 20 paru stopniom. Głodni tych jasnych promieni, najszybciej jak to wtedy było możliwe ogarnęliśmy się i poszliśmy w las. Szlakiem przeszliśmy ładnych kilka kilometrów, nie spieszyliśmy się za specjalnie więc zajęło nam to z pół dnia.
Na całej trasie spotkaliśmy raptem trzy osoby. Minęliśmy Jaworzynę i zeszliśmy w stronę miasta nad brzeg Soły. Głodni, ciut zmęczeni, doczłapaliśmy się do ciągle zajętego Putina gdzie w przyjemnych okolicznościach natury zjedliśmy całkiem dobry żurek, uzupełniliśmy elektrolity i poszliśmy dalej.
W związku z bardzo aktywnie spędzonym dniem, nie mieliśmy już kompletnie siły żeby wejść z powrotem na górę- tak się złożyłem, że mieszkaliśmy paręset m. n.p.m. więc wjechaliśmy kolejką.

Wjechaliśmy nią na tę samą górę, z którą miałem wątpliwą przyjemność dzień wcześniej.
Na Żarze było jeszcze więcej ludzi, nieporównywalnie więcej ludzi i jeszcze więcej turystycznego szajsu bo nie dość, że niedziela to jeszcze ładna niedziela! Tak czy inaczej, tym wjazdem oszczędziliśmy sobie jakieś półtorej godziny wchodzenia pod górę krętą, dosyć ruchliwą ulicą.
Tutaj również zrobiłem mnóstwo świetnych zdjęć.

Na co dzień stacjonując mniej więcej w środkowej części naszego kraju, trzymając się planu, zaliczyłem 2 zupełnie dla mnie nowe, leżące na przeciwległych krańca Polski, miejsca… Rewę i Międzybrodzie Żywieckie.

Wróciłem do domu.
Połowa wakacji minęła.
CDN.

#t4yl

 

03.10.2017

TEL AWIW WELCOME TO!

02.10.2017

TEL AWIW-JAFA, IZRAEL, A.D. 5 777.

28.06.2017

Włochy, Neapol… Będąc w Neapolu wybrałem właściwie!

26.06.2017

Włochy, Neapol… Noc była młoda, tak młoda, że skończyć się nie chciała….

01.06.2017

Włochy, Rzym… Moje TOP10 czegokolwiek zachowam dla siebie…

26.04.2017

Hiszpania, Majorka… Spakowaliśmy naszą Pandę i ruszyliśmy w drogę.

24.04.2017

Hiszpania, Majorka… Pierwszym przystankiem, naturalnie była Palma.

16.03.2017

Urugwaj, Montevideo… Montevideo to bardzo dobry pomysł na pierwsze spotkanie z Ameryką Południową.

21.02.2017

Urugwaj, Montevideo… Jesteśmy w Urugwaju!

×