Pierwszym przystankiem, naturalnie była Palma.

Miałem kilka wolnych dni od pracy więc postanowiłem spożytkować je podróżą.
W Polsce zimno jak cholera dlatego od razu, jakoś tak zupełnie odruchowo zacząłem sprawdzać ceny biletów lotniczych
w cieplejsze rejony kontynentu.
Pierwsza połowa kwietnia ma to do siebie, że z jednej strony do szczytu letnich wyjazdów jeszcze daleko a z drugiej letni rozkład lotów już działa i większość sezonowych połączeń została już odpalona.
Zawsze znajdzie się coś odpowiedniego.
Padło na Majorkę czyli historia z cyklu zawsze chciałem ale nie byłem. W związku ze wszystkim powyższym, jestem przeszczęśliwy, że właśnie wtedy pojechałem na Majorkę!
No ale po kolei.

W drugiej kolejności, zaraz po zabookowaniu lotów poszedłem do Dedalusa. Dla tych, którzy nie znają tego magicznego poniekąd miejsca napiszę tylko, że znalazłem tutaj niejeden już w swoim życiu przewodnik w znakomitej cenie.
12,5 zł, tyle wydałem tym razem, przewodnik w komplecie z mapą drogową co idealnie wpisywało się w moje zamiary względem Majorki.
Przewodnik sam w sobie był w zasadzie zwyczajnym przewodnikiem ale ta mapa drogowa!
Mapa okazała się niezastąpiona, są na niej kwiatki i gwiazdki, niebieskie i czerwone, niebieskie dotyczą natury a czerwone kultury.
Ta mapa zdefiniowała naszą przygodę na Majorce.


Tuż przed północą wylądowaliśmy w Palmie.

Licząc na bardziej korzystne ceny, hotel zabookowałem dopiero w dniu wylotu a właściwie czekając na boarding, zaledwie kilka godzin przed planowanym przyjazdem. Autobusy na trasie lotnisko-miasto-lotnisko kursują do późnych godzin nocnych więc bez problemu załapaliśmy się na kurs do centrum (5 euro za osobę).
Szkoda tylko, że dopiero w centrum zorientowałem się, że nasz hotel znajduje się w zupełnie przeciwnym kierunku…
Była północ więc trochę za późno na autobusowe kombinacje. W całej tej sytuacji mieliśmy tyle szczęścia, że zupełnym przypadkiem natknęliśmy się na jedynego w okolicy taksówkarza, który w zasadzie był już chyba po pracy ale z miłą chęcią zawiózł nas do hotelu (30 euro za kurs). Ledwo dojechaliśmy i już jesteśmy 3 dyszki w plecy. Zaczęliśmy, jak to się mówi, z przygodami. Zameldowaliśmy się w hotelu i poszliśmy spać.

Mentalnie zmarznięci, spragnieni słońca, plaży, morza i wszystkiego z czym przyjemnym kojarzy nam się wyspiarskie życie, zgadnijcie co zrobiliśmy następnego dnia rano?

Oczywiście, że od razu poszliśmy na plażę. Miasto powoli budzi się do życia, ruch w porcie wzmaga, knajpiane ogródki się odmalowywują. Robi się coraz cieplej, mijamy pojedynczych ludzi, którzy tak jak my odważyli się zamoczyć stopy w morzu. Woda zimna i chyba jeszcze długo się nie nagrzeje ale nie robi to na nas większego wrażenia bo przecież jesteśmy ze starej bałtyckiej szkoły gdzie woda w szczycie sezonu jest porównywalnie ‘ciepła’.
Traktorzyści po horyzont palują plaże na których za niecały miesiąc zaczną smażyć się, poupychani jak sardynki w puszcze ludzie z całej Europy.
Panowie budują na plaży pierwsze zamki z piasku, uliczni tak zwani sprzedawcy gadżetów rozkręcają się i coraz śmielej oferują swój szeroki asortyment pierwszym w tym sezonie wstawionym turystom. Ruch w interesie zaczyna się kręcić.

Palma to świetne miejsce dla spotterów.

Szczerze napisawszy to aż trudno mi sobie wyobrazić wakacyjny szczyt sezonu, częstotliwość z jaką lądują a przede wszystkim ilość samolotów, które obsługuje lokalne lotnisko. Już teraz lądują, przelatując co chwila, tuż nad naszymi głowami. W 2016 roku lotnisko w Palmie obsłużyło ponad 26 milionów pasażerów, stale na wyspie mieszka w dużym zaokrągleniu niecały milion mieszkańców. Dla porównania wszystkie lotniska w Polsce w zeszłym roku obsłużyły 34 miliony pasażerów. Nieźle…
Równolegle do linii brzegowej biegnie porządnie zrobiona, świetnie położona ścieżka rowerowa.
Na każdym kroku można wypożyczyć rower, skuter, samochód. Bardzo przystępne ceny.
Tak sobie szliśmy i szliśmy, podziwialiśmy wszystko wokół.

Tu focia, tam focia, tu ławeczka, tam widoczek, tu kawka, tam winko i tak zleciało nam 15 kilometrów linią brzegową wzdłuż zatoki, która łączy Palmę z El Arenal, gdzie mieszkaliśmy.

Prawie nie zauważyliśmy kiedy doszliśmy do katedry. Monumentalna budowla, budzi respekt ale do środka nie wszedłem bo z turystyką sakralną nic mnie nie łączy.
Poszliśmy dalej w bliżej nieokreślonym kierunku czyli tak jak lubię najbardziej, warto jest się zgubić, przejść danym miejscem 2, 3 razy, na pewno zwrócimy uwagę na coś innego niż poprzednim razem a często nawet się nie zorientujemy,
że jesteśmy ponownie w tym samym miejscu.
Po kilku godzinach zaczęły odzywać się przebyte kilometry. Usiedliśmy odpocząć na tapasach i vino verde.
Do El Arenal wróciliśmy już autobusem (1,5 euro za bilet w jedną stroną).
Miasto jak miasto, można by rzec. Zaskakująco duże jak na tak małą wyspę.
Cały czas byliśmy nastawieni na to aby skorzystać z tej jeszcze pustej Majorki najwięcej jak tylko zdołamy tak więc w sobotę rano wypożyczyliśmy samochód i pojechaliśmy przed siebie.

 

03.10.2017

TEL AWIW WELCOME TO!

02.10.2017

TEL AWIW-JAFA, IZRAEL, A.D. 5 777.

29.08.2017

Polska… W tej bałtyckiej niepogodzie jest co najmniej jeden pozytyw.

28.06.2017

Włochy, Neapol… Będąc w Neapolu wybrałem właściwie!

26.06.2017

Włochy, Neapol… Noc była młoda, tak młoda, że skończyć się nie chciała….

01.06.2017

Włochy, Rzym… Moje TOP10 czegokolwiek zachowam dla siebie…

26.04.2017

Hiszpania, Majorka… Spakowaliśmy naszą Pandę i ruszyliśmy w drogę.

16.03.2017

Urugwaj, Montevideo… Montevideo to bardzo dobry pomysł na pierwsze spotkanie z Ameryką Południową.

21.02.2017

Urugwaj, Montevideo… Jesteśmy w Urugwaju!

×